Pieniądze to iluzja
Znane są powiedzenia: "na bank", „pewne jak w banku” czy „dobrze jest być sławnym, ale pewniejsze jest mieć pieniądze”, które wyrażają przekonanie, że pieniądze są czymś pewnym i namacalnym. Tak naprawdę system finansowy jest utkany z mgły (Neptun) i istnieje tylko dlatego, że w niego wierzymy. Ponieważ jak widać działa on w miarę sprawnie, nie ma potrzeby przerażać się jego iluzją. Kiedy jednak zrozumiemy jak funkcjonuje świat finansów i nazwiemy rzeczy po imieniu, pozbędziemy się wielu złudzeń. Poniżej kilka przykładów:
-
Jubiler sprzeda Ci złotą kolię wierząc, że pieniądze, które otrzymuje pokryją jego wydatki. Gdyby uważał, że Twoje pieniądze są tylko plikiem papieru, na pewno nie kupiłbyś jego biżuterii.
-
Płacąc kartą kredytową, czy biorąc pożyczkę, to Ty tworzysz pieniądze. Jeśli coś zostanie wyprodukowane i sprzedane, a zarobione pieniądze wpłacone do banku, to bank zachowa z nich w rezerwie 3,5%, a pozostałe 96,5% pożyczy, żądając za nie odsetek. Człowiek, któremu zapłaciłeś kartą kredytową nie musi nawet oglądać tych pieniędzy, zmienia się tylko zapis na jego koncie. Mimo to bank uznaje, że zostały wpłacone i... znów pożycza z nich 96,5%. Dzięki kreacji pieniądza, system bankowy jest w stanie pomnożyć początkowy depozyt 28-krotnie i oczywiście od tej nadwyżki pobierać odsetki.
-
Wartość akcji na giełdzie jest napompowana optymizmem inwestorów. Jak może być kruchy ten optymizm świadczy przykład Stanów Zjednoczonych sprzed kilku lat, kiedy to upadły "niezatapialne" firmy giełdowe. Najbardziej znanym bankructwem 2001 roku była upadłość firmy energetycznej Enron, o wartości giełdowej 80 mld dolarów. Firma upadła, ponieważ na jaw wyszły fałszerstwa księgowe jakich się dopuszczała, co nazwano poetycko "twórczą księgowością". Niedługo później upadły równie "twórcze" World.com i Arthur Andersen, a inwestorzy przekonali się, że w dzisiejszych czasach każda firma może pójść na dno.
-
W pierwszym tygodniu po ataku terrorystów na wieżowce WTC w Nowym Jorku, z giełd "wyparowało" 1200 mld dolarów. Nie oznacza to, że firmy tam notowane rozpłynęły się w nicości, ponieważ w rzeczywistości nadal istniały i produkowały. To, co spowodowało zniknięcie w krótkim czasie ponad biliona dolarów, to 15% spadek nadmuchanych wcześniej cen akcji, spowodowany szokiem inwestorów.
-
Na giełdach inwestują fundusze emerytalne, które obracają składkami przyszłych emerytów. W Polsce są to tak zwane OFE, inwestujące kapitały przekazane im przez ZUS. OFE inwestują te środki na giełdach i jeśli inwestorzy będą w dobrym nastroju, to nasza przyszła emerytura będzie rosła. Jeśli nagle z giełd "wyparują" miliardy, jak owego pamiętnego września, to nasza jesień życia będzie mniej pogodna.
-
Wydatki budżetu Polski są w ponad jednej czwartej finansowane poprzez zaciągane długi. To tak, jakbyśmy przez trzy tygodnie wydawali własne pieniądze, a przez ostatni tydzień miesiąca żyli wesoło na kredyt, "który kiedyś tam zostanie spłacony".
-
Dług naszego państwa sięgnął 477 mld zł i w każdej sekundzie powiększa się o 1200 zł. Każda taka sekunda jest warta więcej niż miesięczne zarobki wielu Polaków! Nie tylko nie ma szansy, aby ten dług został spłacony za naszego życia, mało prawdopodobne jest aby w tym czasie chociażby zrównoważyć budżet. Być może dług publiczny spłacą kiedyś ogromnym wysiłkiem nasze dzieci albo wnuki, jeśli do tego czasu przestaną zaciągać kolejne długi.
-
Paradoksem jest, że deficyt budżetu prawie w całości stanowią odsetki od wcześniej zaciągniętego długu. Są one płacone bankom, funduszom inwestycyjnym i innym instytucjom finansowym, które z tego żyją. Można powiedzieć, że gdyby nagle jakimś cudem zadłużenie państwa znikło, nasz budżet wyszedłby "na zero" a banki musiałyby przestać na nas żerować.
-
Gdyby wszyscy ludzie w Polsce zapragnęliby nagle wymienić swoje pieniądze na waluty innych krajów, powstałby problem, ponieważ nie mamy tyle rezerw walutowych. Pokryłyby one tylko jedną trzecią wymienianych banknotów, ale zanim by to nastąpiło, banki pewnie by upadły a rząd zabroniłby kupowania walut.
Jedynie 4% rezerw naszego kraju ma pokrycie w złocie, trzymane zresztą gdzieś w sejfach za granicą. Pozostałe nasze rezerwy stanowią papierowe waluty innych państw, także w niewielkim stopniu zabezpieczone złotem.
Jak widać podstawą systemu finansowego jest wielkie zaufanie, albo... naiwność ludzi.
Autorem artykułu jest_______________________________________

Wojciech Suchomski Ekonomista, przedsiębiorca, inwestor.
Prowadzi placówkę badawczą ASTROBIZNES, zajmującą się astrologią finansową i giełdy.
Członek Międzynarodowego Towarzystwa Astrologów Biznesowych (ISBA).
Prowadzi BLOG ASTROBIZNES, witrynę http://www.astrobiznes.pl oraz publikuje codzienne komentarze finansowe na STOOQ.
Aby komentować artykuł musisz być zalogowany!
Komentarz został dodany przez Maria Sobolewska (astromaria) dnia 27-10-2008
Cześć, przylinkowałam ten tekst do mojego bloga: astromaria.wordpress.com
Pozdrawiam
M.
Cześć, przylinkowałam ten tekst do mojego bloga: astromaria.wordpress.com
Pozdrawiam
M.
Komentarz został dodany przez Piwek dnia 24-03-2009
"Gdyby wszyscy ludzie w Polsce zapragnęliby nagle wymienić swoje pieniądze na waluty innych krajów (...)banki pewnie by upadły a rząd zabroniłby kupowania walut."
Trudno się zgodzić z tą opinią. Prawdopodobnie znaleźliby się chętni za granicą aby kupić nasze złotówki. Pamiętajmy, że zawsze są dwie strony transakcji i drugą stroną niekoniecznie musi być bank centralny czy nawet bank w ogóle. Podejrzewam, że w opisywannej sytuacji złoty po prostu osłabiłby się drastycznie. Ale przecież są jeszcze fundamenty naszej gospodarki. Jeśli euro miałoby kozztować 100 zł a nie 4 zł to nagle by się okazało, że wszystko co jest w Polsce jest ekstremalnie tanie i inwestorzy zagraniczni rzuciliby się do kupowania u nas czegokolwiek. Zadziała tu niewidzialna ręka rynku. Prawie wszystko można sprzedać- kwestia ceny. Jeśli ludzie nie chcieliby fizycznie mieć tych walut obcych to prawdopodobnie bankom nic by się nie stało. Zmieniłby się zapis cyfrowy na ich koncie a naszą walutę posiadaliby inwestorzy zagraniczni. Pewnie skończyłoby się hiperinflacją.
"Gdyby wszyscy ludzie w Polsce zapragnęliby nagle wymienić swoje pieniądze na waluty innych krajów (...)banki pewnie by upadły a rząd zabroniłby kupowania walut."
Trudno się zgodzić z tą opinią. Prawdopodobnie znaleźliby się chętni za granicą aby kupić nasze złotówki. Pamiętajmy, że zawsze są dwie strony transakcji i drugą stroną niekoniecznie musi być bank centralny czy nawet bank w ogóle. Podejrzewam, że w opisywannej sytuacji złoty po prostu osłabiłby się drastycznie. Ale przecież są jeszcze fundamenty naszej gospodarki. Jeśli euro miałoby kozztować 100 zł a nie 4 zł to nagle by się okazało, że wszystko co jest w Polsce jest ekstremalnie tanie i inwestorzy zagraniczni rzuciliby się do kupowania u nas czegokolwiek. Zadziała tu niewidzialna ręka rynku. Prawie wszystko można sprzedać- kwestia ceny. Jeśli ludzie nie chcieliby fizycznie mieć tych walut obcych to prawdopodobnie bankom nic by się nie stało. Zmieniłby się zapis cyfrowy na ich koncie a naszą walutę posiadaliby inwestorzy zagraniczni. Pewnie skończyłoby się hiperinflacją.
Komentarz został dodany przez DN dnia 26-06-2011
Cytat: "Dzięki kreacji pieniądza, system bankowy jest w stanie pomnożyć początkowy depozyt 28-krotnie i oczywiście od tej nadwyżki pobierać odsetki."
Panie Wojciechu.
Czy mógłby Pan podać treść choć jednego paragrafu lub podać linka do takowego lub do zasady czy też ustawy zezwalającej bankom na taką kreatywność?
Z góry dziękuję.
Cytat: "Dzięki kreacji pieniądza, system bankowy jest w stanie pomnożyć początkowy depozyt 28-krotnie i oczywiście od tej nadwyżki pobierać odsetki."
Panie Wojciechu.
Czy mógłby Pan podać treść choć jednego paragrafu lub podać linka do takowego lub do zasady czy też ustawy zezwalającej bankom na taką kreatywność?
Z góry dziękuję.
Profesjonalny horoskop sukcesu